W naszym serwisie macie już opis jak przygotować się do rejsu jedno, czy dwutygodniowego. Brakowało jednak poradnika jak spakować się na wypad weekendowy.
W sumie, to pakowanie na weekend nie bardzo różni się od tego na dwa tygodnie. Przecież nigdy nie wiemy co nas może spotkać – szczególnie ze strony aury.
Najważniejsza sprawa ciepłe ubranie, Nawet w środku lipca w słoneczny dzień na wodzie może być naprawdę chłodno. Prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, kiedy naprawdę wieje. Nie będziecie się przecież wtedy chować do kabiny! Zatem solidna czapka z zestawu narciarskiego, szalik (chusta, bandana buff) na pewno się przyda. Do tego nieprzemakalna kurtka.
Tutaj UWAGA! Nie musicie kupować żadnych drogich ultra zaawansowanych sztormiaków. Jeżeli macie porządną nieprzemakalną kurtkę, która Wam służy w górach, czy po prostu w mieście, to się nada. Ważne żeby miała kaptur. Jeżeli nie macie takiej kurtki i chadzacie tylko w kaszmirowych płaszczach, to czeka Was wydatek.
Możecie kupić sobie w markecie budowlanym, czy sklepie ogrodniczym żółte wdzianko, które w zupełności wystarczy.
W przypadku deszczu najczęściej się chowamy i na pewno nie będziecie moknąć dłużej niż godzinkę.
Bądźcie spokojni. Nie jest to żaden obciach, a w kurtkach po 4 tys. chodzą częściej kompletni amatorzy niż prawdziwi żeglarze 🙂
Kalosze – o które często pytacie – nie będą raczej potrzebne. Przydają się one wyłącznie na lądzie kiedy chodzimy po mokrej trawie gdzieś na bindudze. Na jachcie ich nie używamy.
Zatem jakie buty? Wygodne sportowe buty. Najlepiej na możliwie płaskiej – koniecznie gumowej – podeszwie. Idealnie gdyby była biała. Zaoszczędzicie sobie dzięki temu szorowania pokładu z czarnych smug 😛
Poza tym normalny zestaw ubrań na dwu dniowy wyjazd. Pamiętajcie tylko żeby najważniejszych ciuchów wziąć liczbę podwójną (spodnie, koszula itp.). Przyda się na pewno polar lub sweter, ciepła bielizna itp. Nie zapomnijcie też żeby się przygotować na upał. Krem z filtrem, okulary, czapka lub chustka żeby osłonić głowę klapki (przydadzą się też pod natryskiem) szorty itp.
Na jachtach standardowo nie ma pościeli, ręczników i tego typu wyposażenia. Koniecznie zabierzcie ze sobą śpiwór. Jeżeli wyjeżdżacie jesienią, lub wiosną lepiej żeby był naprawdę ciepły!
Na łódkach śródlądowych nie ma też łazienek. Pamiętajcie, że żeby wziąć prysznic trzeba poszukać toalet w porcie.
W naszym porcie w Węgorzewie najbliżej z portu macie do kontenerów sanitarnych. Wchodzicie schodami na górę, przechodzicie przez furtkę i po lewej stronie stoją dwa kontenery. Ciepła woda powinna być zawsze. Jeżeli coś nie gra, to kilkadziesiąt metrów dalej jest recepcja i tam możecie się poskarżyć 😉
Gadżety.
Oczywiście muszą być 😉 Najbardziej polecam dwa.
Aquapack – taka nieprzemakalna torebka na telefon – oraz ładowarka samochodowa.
Wiadomo, że bez netu i telefonu nikt za długo nie pożyje, więc te dwie rzeczy pozwolą Wam pozostać w kontakcie. Telefony można oczywiście ładować w każdym porcie (u nas pytajcie w recepcji) ale własna ładowarka zapewnia niezależność.
Dokładny spis, który pomoże Wam w pakowaniu znajdziecie tutaj: co zabrać na żagle
Jak wygląda życie na jachcie?
Wyobraźcie sobie wnętrze przyczepy kempingowej.
Teraz pomniejszcie przestrzeń o połowę i dodajcie dwa razy więcej ludzi 😉 i już macie wyobrażenie. Do dyspozycji macie małą dwu palnikową kuchenkę i czasami chemiczne WC, ale… Czy chcecie z niego korzystać kiedy za ścianką ze sklejki siedzi reszta załogi ;-)?
Zazwyczaj jest to opcja awaryjna. Z toalet i natrysków korzystamy w portach.
Jachty są koedukacyjne a wnętrze kabiny zapewnia niewielką intymność. Wspólne mieszkanie na tak małe przestrzeni wymaga kultury osobistej i wyrozumiałości. Na pewno panowie będą mieli duże pole do pokazania się jako gentlemani. Będą musieli wyjść z kabiny kiedy dziewczęta się przebierają w kostium kąpielowy itp. (Przebieranie w piżamkę to nie problem, bo najczęściej idziemy pod prysznic w ubraniu a wracamy już w piżamce i dresie).
Posiłki można bez problemu przygotować na jachcie. Można też jadać na lądzie. Praktycznie co wieczór każdy jacht (na śródlądziu) dobija do brzegu. Dzięki temu nie odczuwamy też zmęczenia skupieniem ludzi na niewielkiej przestrzeni.
To chyba garść najbardziej przydatnych informacji. Tak na prawdę to i tak wszystkiego dowiecie się dopiero na miejscu 🙂 A gdyby były jakieś pytania, to pytajcie! 🙂
O miłości na jachcie – czyli walentynkowo dla żeglarzy 😉
Czy wiecie, dlaczego szanty tak często mówią o miłości? Bo żeglarstwo to bardzo romantyczny sport! Białe żagle na tle błękitnej wody pobudzały wyobraźnię poetów, malarzy, pieśniarzy… Bo czyż są bardziej romantyczne okoliczności przyrody niż zachód słońca nad jeziorem, szum drzew, tańczące na wieczornym wietrze płomienie ogniska i dźwięk uderzających o maszt fałów? (no dobra, to ostatnie bywa też irytujące, szczególnie, gdy chcesz zasnąć…).
A do tego wakacje to najlepszy czas na pierwszą miłość: słońce poprawia nam nastrój i wygląd, odpoczynek sprawia, że jesteśmy uśmiechnięci i bardziej otwarci na innych, a jeśli wyjedziemy na obóz lub kolonie, mamy szansę poznać nowych ludzi. Tylko jak zacząć taką wakacyjną przygodę?
Po pierwsze: bądź sobą.
Wakacje sprzyjają udawaniu kogoś innego, bo nie mamy ze sobą starych znajomych, rodziców, rodzeństwa – możemy zachowywać się zupełnie inaczej i nikt nam tego nie wytknie. Ale to metoda na krótką metę, bo jeśli chcesz podtrzymać znajomość po obozie, szybko okaże się, że nie da się ciągle udawać. Zresztą, chyba lepiej być z kimś, kto lubi Ciebie takim, jakim jesteś, prawda?
Po drugie: odważ się!
Czasem ciężko zacząć nową znajomość, szczególnie gdy ktoś nam się bardzo podoba. Ale wakacje rządzą się innymi prawami – to czas, by walczyć z nieśmiałością i zaszaleć! Przecież warunki są idealne – okazji przy ognisku czy wspólnych wycieczkach nie brakuje, a skoro poznaliście się na obozie żeglarskim, to na pewno macie choć jeden wspólny temat. A jeśli jeszcze do tego jesteście w jednej załodze… 😉
Po trzecie: wykorzystaj sytuację.
Nie wiesz, jak zagadać, jak zacząć? Na obozie nic prostszego. Twoja „miłość” zostaje na wachcie, kiedy reszta idzie do miasta? Zaproponuj, że jej/jemu potowarzyszysz. A może gra na gitarze, a Ty chcesz poznać kilka chwytów? Albo nie wychodzą jej/jemu węzły, które Ty już robisz z zamkniętymi oczami? Okazji na pewno nie zabraknie, bo na takim wyjeździe cały czas robi się coś razem, a romantyczne okoliczności dają spore pole do popisu.
Po czwarte: spiesz się powoli.
Choć wydaje nam się, że dwa tygodnie to bardzo krótko, z uczuciami nie można się spieszyć. Jeśli chcesz znajomość podtrzymać po wakacjach, pozwól by Wasza relacja rozwijała się powoli. Pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł, a nadmiernym tempem można przestraszyć drugą osobę. Dajcie sobie czas, by się lepiej poznać, wspólny wyjazd to przecież najlepsza okazja do długich rozmów i wymiany… poglądów.
Po piąte i ostatnie: podtrzymuj kontakt.
Wakacje się skończyły, ale to nie znaczy, że Wasza znajomość też musi. Nie czekaj jednak na sygnał, tylko podejmij inicjatywę. Mail, wiadomość na fejsie czy krótki SMS pokażą drugiej osobie, że chcesz podtrzymać kontakt. A jeśli jesteście z innych miast? W czasach Internetu nie ma takiej odległości, której nie da się pokonać! Kto wie, może na następny obóz przyjedziecie już razem?
5 powodów, dla których na studniówkę warto iść z żeglarzem/żeglarką
1. Będziesz się dobrze bawić!
Żeglarze potrafią się bawić z każdym i wszędzie. Po tygodniu na jachcie potrafią cieszyć się każdą okazją do zabawy. Zawsze mają nieograniczone pokłady dobrego humoru. Poza tym chętnie zawierają nowe znajomości. Nie przeszkodzi im w tym nawet nieznajomość języka. Zabierając ze sobą żeglarza, masz jak w banku, że idziesz na imprezę z duszą towarzystwa!
Nie wierzysz? Posłuchaj morskich opowieści, wpadnij do jakiejś tawerny albo po prostu pojedź na obóz żeglarski. No dobra, może przed studniówką nie zdążysz, ale dwa pierwsze nie powinny Ci sprawić trudności. 🙂
2. Nie będzie nudził ani narzekał.
Jak zabraknie tematów do rozmowy, zawsze zostają jeszcze morskie opowieści, w stylu: i wtedy przyszedł taaaaaki szkwał! Nie wiesz, co to szkwał? Uwierz, że chętnie się dowiesz! Podstawową rozrywką na jachcie jest kontakt z innymi ludźmi. Żeglarze po prostu kochają gadać i bawić się z innymi [oczywiście poza zupełnie wyjątkowym podgatunkiem żeglarzy samotników – takiego nie poszukuj]. Nie musisz się obawiać, że Twoj partner zajmie się komórką zamiast Tobą. 🙂 W dodatku na pewno nie będzie wybredny co do żarcia. Narzekanie na zbyt słoną zupę Ci nie grozi! Domyślasz się przecież, co zazwyczaj jedzą żeglarze podczas rejsu…
3. Będziesz miał/miała z kim tańczyć.
Wszyscy żeglarze potrafią tańczyć. No dobra, może nie wszyscy, ale większość. No weź idź na szanty i nie zatańcz – nie ma szans.
Miękkie ruchy i ręce poszukujące czegoś do chwycenia. Na fali każdy wytrenuje kocie ruchy i płynne kroki. 🙂 Dlatego każdy żeglarz choć raz w życiu przebierał nogami w rytm muzyki – a to już chyba sporo, szczególnie, gdy mówimy o chłopakach!
4. Jeśli jesteś dziewczyną, poczujesz się bezpieczna.
Ktoś, kto potrafi stanąć za sterem w sztormie, rwać kotwicę na wzburzonym morzu czy refować żagle na ogromnej fali, na pewno nie ulęknie się jakigoś chłystka, który chciałby Cię zaczepić!
Żeglarz umie się troszczyć o jacht i załogę zawieszoną pomiędzy wodą a wiatrem. Na pewno Tobą też się wspaniale zaopiekuje!
5. Zadasz szyku.
Żeglujące dziewczyny są sexy. Serio. Wiem po sobie. 😉 W sumie żeglujący faceci też, więc koleżanki spuchną z zazdrości.
Żeglarz na lądzie zawsze chce jak najlepiej wyglądać. Na pewno świetnie się ubierze!
No i marynarskie akcenty są teraz w modzie!
Jeśli więc nadal brakuje Ci partnera lub partnerki na studniówkę, wiesz, co masz robić. Zaproś żeglarza!
Jak zapewne wiecie od 8 do 10 maja odbywały się na jeziorze Święcajty i w naszym ośrodku w Węgorzewie regaty Youtuberów.
Minęło kilka dni, więc najwyższa pora na podsumowania.
Zacznijmy od początku.
Mnóstwo osób gratulowało wydarzenia i dopytywało skąd pomysł?
Pomysł
Jeżeli mowa o pomyśle, to przyszła pora na pierwsze podziękowania. Będą to podziękowania dla wielkiego nieobecnego tych regat, czyli Kamila – CTSG – Popielskiego.
W zeszłym roku wraz z Kamilem robiliśmy niewielki, ale bardzo sympatyczny projekt: “Rejs z CTSG”.
Po sukcesie jakim był wspólny weekend CTSG, jego fanów i Róży Wiatrów przekonałem się, że YouTuberzy to prawilne mordy i będą pasowali do naszej paczki 🙂
Kamil niestety w ostatniej chwili musiał odwołać przyjazd z przyczyn osobistych, ale bez wątpienia można go uznać za dobrego ducha imprezy.
Kalendarz
Rozwinięcie projektu w regaty chodziło mi od dłuższego czasu po głowie. Co chwila sobie o tym przypominałem i obiecywałem sobie że muszę to w końcu wpisać sobie w kalendarz, bo inaczej pomysł przepadnie. Ale jakoś ciągle nie dawałem rady znaleźć dla swojego długopisu odpowiedniej strony, na której mógłbym napisać REGATY….
Dopiero koło listopada kiedy zacząłem projektować kalendarz ścienny Róży na 2015 stwierdziłem, że to tu należy wpisać tę datę 🙂
Łukasz
No i nie było odwrotu. Na kilku tysiącach ścian pojawiła się ta data i trzeba było poważnie się wziąć za przygotowania.
W przygotowaniach do imprezy największą pracę wykonał Łukasz Stępniak, z którym robiliśmy już wspólnie kilka fajnych projektów.
Dzięki Łukaszu – bez Twojej pomocy chyba bym tego nie przeżył 🙂
Sponsorzy
Projekt natychmiast bardzo się spodobał i bez problemu znaleźliśmy świetnych partnerów, którzy zechcieli się w niego włączyć. Regaty nie byłyby takim sukcesem bez Microsoftu, TIMEXa i Akademii Leona Koźmińskiego.
Ta ostatnia reprezentowana była na regatach przez Samorząd Studencki i Darię, która okazała się duszą całej imprezy. Pewnie nie uwierzycie że to możliwe, ale Daria w ciągu tych 3 dni zaprzyjaźniła się absolutnie ze wszystkimi uczestnikami i żadne z nas nie miało wątpliwości, że to przyjaźń prawdziwa! 🙂
Sternicy
Na grupie kadry Róży Wiatrów ogłosiłem pomysł regat i w ciągu 2 dni miałem komplet chętnych sterników. Postanowiliśmy dać wsparcie każdej załodze w postaci profesjonalnego sternika. Byli to głównie komandorzy naszych rejsów, jak się okazało, równie doskonale jak z uczestnikami obozów dogadują się z największymi sławami polskiego YouTuba.
Niestety nie wszyscy chętni mogli wziąć udział w regatach, ale obiecuję, że na przyszły rok znajdziemy dla wszystkich zajęcie przy organizacji i realizacji regat 🙂 Wszystkim obecnym bardzo dziękuję za zaangarzowanie i sportowego ducha walki!
Piątek
To był trudny dzień. Wiadomo – “piątek zły początek” Ale przecież prawdziwy żeglarz nie może być przesądny, bo to przynosi nieszczęście 😉 więc w końcu wszystko się doskonale udało.
Założyliśmy sobie, że o przydziale sterników do załóg zadecyduje przypadek. Nie chodziło o losowanie. Po prostu zarówno sternicy jak i uczestnicy regat przyjeżdżali przez cały dzień i kolejno wsiadali na jachty. Wszystko poszło doskonale i praktycznie ani żaden sternik, ani załoga nie musiała czekać na swój przydział. Jedyny wyjątek okazał się szczęśliwy dla mnie. Super sympatyczna drużyna Szwagrów ze Śmiechawa.tv przez jakąś godzinę była pod moją opieką zanim przejęła nad nimi pieczę Pieczona 😉
Fajnie było znowu przez chwilkę szkolić całkiem zielonych…
Niestety nie wszyscy wiedzą że nie należy być przesądnym i kilku ekipom piątkowa podróż nie udała się za dobrze. Najgorzej chyba miał Seto, którego auto odmówiło współpracy w połowie drogi i musiał je porzucić w pierwszym lepszym warsztacie i skorzystać z podwózki.
Szczęśliwie do późnego wieczora wszystkim udało się zjechać i mogliśmy rozpocząć integracyjną kolację i ognisko.
No właśnie… Nikt nic nie kręcił na ognisku i ta – niewątpliwie ciekawa – część imprezy została pominięta we wszystkich relacjach…
Regaty
Sobota zaczęła się śniadaniem i odprawą sterników. Regina Flis – będąca u nas szefem wyszkolenia – przewodniczyła komisji sędziowskiej i wraz ze mną poprowadziła odprawę. Dokładnie wyjaśniła zasady, pokazała mapy i omówiła wszystkie sygnały.
Po odprawie sternicy otrzymali Instrukcje Żeglugi i mapy i wraz z załogami poszli na swoje jachty.
Po drodze czekały już prawdziwe tłumy kibiców, którzy nie wiadomo jak się dowiedzieli o imprezie. Były bardzo miłe życzenia, doping a nawet wielkie transparenty dopingujące idoli!
Planowaliśmy rozegranie 3 biegów.
Dwóch krótkich na jeziorze Święcajty i jednego długiego z wypłynięciem na Mamry. Koło południa wystartowaliśmy do pierwszego biegu.
Pogoda była idealna.
Świeży ciepły wiatr, słońce, łuska na wodzie. Wymarzona pogoda dla nowicjuszy jakimi w ogromnej większości byli uczestnicy.
Start przebiegł bardzo spokojnie i bez żadnych kraks. Ale emocje były ogromne. Za najlepszy start TIMEX ufundował dodatkowe nagrody w postaci rewelacyjnych żeglarskich zegarków Timex Yacht Racer. Zegarki te mają stoper regatowy z pięciominutową procedurą startową, więc są naprawdę cennym trofeum dla każdego regatowca!
Jako pierwsza linię startu przekroczyła załoga Śmiechawy, ale niestety ich radość trwała co najwyżej kilka sekund zanim na statku komisji nie pojawiła się flaga oznaczająca falstart ;/
Ostatecznie jako pierwsza czysto przekroczyła start załoga Grzesia Ampuły z Naruciakiem i Maćkiem. Zastosowali klasyczny manewr wypłynięcia zza statku komisji i okazała się to najlepsza strategia!
Flauta
Niestety zaraz po emocjonującym starcie wiatr ucichł i ledwo udało się dokończyć bieg na skróconej trasie.
Żeglowanie na podmuchach i “prywatnych” szkwałach nie tylko jest wielką sztuką, ale wymaga też naprawdę żelaznych nerwów. Emocje są ogromne a nie dzieje się nic czym można zająć skutecznie załogę. Ale że teamy złożone były z najlepszych polskich twórców Yotubowych to czas ten nie poszedł na marne i powstało wówczas sporo świetnych materiałów.
Ostatecznie na metę jako pierwsza wpłynęła załoga Szymona Micsutki z Nymfą, Isamu, Nitro i GRLMIKE. Ojj, była radość! 🙂
Drugi bieg
Drugi bieg był podobny do pierwszego.
Najpierw fajny wiatr na starcie a potem dryfowanie od boi do boi. Mimo wszystko wiało trochę mocniej i udało się przeprowadzić wyścig na całej trasie. W drugim biegu zwyciężyła załoga Igora Przegrałka z dziewczynami z LoveAndGreatShoes i Sadamem. Drugą pozycję zajął Szymek Micsutka z Pompa Team. Premię za start w postaci Timexów zdobyła Marcina Płuciennika z mocną ekipą złożona z Yoshiego, Sou Shibo, JCOBa i Damiana.
Trzeci bieg
Dwa pierwsze biegi planowane początkowo na 30- 40 minut potrwały tak długo, że komisja postanowiła po ich rozegraniu zakończyć zawody i trzeci bieg został odwołany.
Mistrzowie Polski
Odwołanie trzeciego biegu wywołało istną euforię w załodze Isamu, która niniejszym zdobyła tytuł Mistrza Polski!
Na drugim miejscu uplasował się Igor z załogą “Miętowe Zakupy Osiem” ,
a na trzecim Marta Milewska, która miała wsparcie magiczne w postaci Y-ka z załogą 🙂
Dyskwalifikacja
Po regatach stałe elementy gry 🙂 Najpierw grill na tarasie i oczekiwanie na oficjalne wyniki i rozdanie nagród.
W czasie kiedy wszyscy pałaszowali przysmaki przygotowane przez naszą kuchnię rozeszła się plotka, która niemal doprowadziła Szymona i załogę Isamu do zawału.
Dyskwalifikacja!
Jeden z punktów regulaminu przewidywał dyskwalifikację załogi, która w czasie regat wyrzuci jakikolwiek śmieć za burtę. Podobno na zdjęciach z drona widać było jak ktoś wyrzucał ogryzek jabłka… Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania sprawcy wykroczenia do którego nikt nie chciał się przyznać. Na szczęście okazało się że po prostu Komandor Regat – Lew – wraz z fotografem wkręcają Szymka bo takie zdarzenie nie miało miejsca 😉
Uroczystość oficjalna
Część oficjalna była krótka i treściwa.
Szef Kuchni Tomek Kondracki już przygotował wszystkie swoje smakołyki i nikt nie miał sumienia trzymać zmęczonych żeglarzy zbyt długo. Bez zbędnych przemówień wręczyliśmy wszystkim uczestnikom regat dyplomy i nagrody.
Za miejsca na podium Microsoft ufundował dla każdego z członków załóg po smartfonie Lumia, a dla pozostałych fajne gadżety – power banki, słuchawki, głośniki itp. Dodatkowo wręczyliśmy nagrody za najlepszy start w postaci Timexów i na tym część oficjalna się zakończyła.
Party
Po wręczeniu nagród rozpoczął się wystawny bankiet, który potrwał do późnych… No, nie. Właściwie to do wczesnych godzin, bo zarówno zaczynał jak i kończył się kiedy na dworze było widno. Większość z nas jednak poszła spać na tyle wcześnie żeby móc jeszcze w niedzielę skorzystać z dodatkowych atrakcji.
Paintball i Quady
Na niedzielę zaplanowaliśmy zabawę w regaty wioślarskie, rozgrywki paintballowe i quady.
Z wypływania na regaty wioślarskie w końcu całkiem zrezygnowaliśmy z powodu deszczu, ale pozostałe atrakcje się odbyły.
Rojo
Chciałem tutaj bardzo, ale to bardzo gorąco podziękować Rojowi, bez którego nie odbyły by się rozgrywki paintballowe. Mieliśmy małą awarię kolegi od paintballu, ale Rojo zgodził się go zastąpić i zrobił to oczywiście perfekcyjnie.
Chociaż w sumie to Rojo nie miał wyjścia, bo paintball był zagrożony klęską właśnie przez niego 😛 Kiedy kolega od paintballu dowiedział się, że miałby prowadzić zajęcia dla takiej postaci jak Rojo, to po prostu nie wytrzymał ciśnienia 🙂 Nie dziwię się – sam też nie podjąłem wyzwania i umknąłem prowadzić zajęcia na tor quadowy.
Pożegnania
Niektórzy mieli przed sobą napraaaawdę długa drogę i zaraz po obiedzie uczestnicy zaczęli rozjeżdżać się do domu.
Jeszcze tylko fotka komórką i w drogę 🙂
Pustka i cisza jaka zapanowała po Waszym wyjeździe skłoniła nas do zorganizowania sobie rzewnego afterparty, ale… To już nie temat na tę relację 🙂
Zabawa trwa
Ale, ale!
Zapomniał bym o jeszcze jednej super opcji jaką zafundował nam TIMEX. Otóż każdy kto uczestniczył w regatach ma szansę wygrać jeszcze zegarek w nagrodę za najfajniejszą relację. W dodatku nie musi to być Vloger, ale każdy kto na regatach się pojawił – zatem zarówno nasi sternicy jak i goście.
Zegarki do wygrania są trzy. Wydaje się Wam, że to dużo?
Nawet nie wiecie jak się mylicie! Z tą super opcją, to muszę dodać, że nie jest to super opcja dla nas – tj jury w składzie Łukasza, Pana Bartka – dyrektora TIMEXa i mojej skromnej osoby. Wszystkie dotychczas nadesłane relacje są świetne, niektóre rewelacyjne… Jak tu wybrać tylko trzy?
W chwili, w której to piszę nie mamy jeszcze ustalonych wyników. Zachęcam Was abyście w komentarzach podali swoje typy.
Poniżej zamieszczam jedyną relację, której nie zrobił YouTuber. To film nadesłany przez Damiana Kowalskiego.
Skoro takie cuda robią amatorzy, to zobaczcie jak wyglądają relacje zawodowców!
Najwięksi twórcy polskiego YouTube’a staną w szranki o puchar Róży Wiatrów w I Żeglarskich Mistrzostwach Polski YouTuberów
9 maja w naszym ośrodku w Węgorzewie odbędą się I Żeglarskie Mistrzostwa Polski YouTuberów o Puchar Róży Wiatrów.
Do rywalizacji o mistrzowski tytuł przystąpi prawdopodobnie 10 załóg złożonych z najpopularniejszych twórców polskiego YouTube’a. Planujemy też fajne imprezy towarzyszące.
Oprócz udziału w regatach YouTuberzy sprawdzą swoje siły na quadach, w kajakach i rozegrają mecze paintballowe. Jako że są to miłośnicy komputerów sponsor – firma Microsoft – organizuje też strefę gracza z najnowszymi konsolami Xbox i fajnym wyborem tytułów.
W ramach regat planujemy trzy biegi – dwa krótkodystansowe na jeziorze Święcajty oraz jeden długodystansowy na wodach jeziora Mamry. Uczestnicy będą mieli do dyspozycji jachty kabinowe klasy Fortuna 27 oraz Twister 780.
W I Żeglarskich Mistrzostwach Polski na starcie wyścigu stanie 10 załóg, w skład których wejdzie aż 40 najpopularniejszych YouTuberów. Nie zabraknie wśród nich znanych gamerów, autorów zabawnych pranków, vlogerów zajmujących się na co dzień modą oraz wielu innych twórców, których filmy każdego dnia oglądają tysiące internautów.
Chciałbym też gorąco podziękować trzem świetnym firmom, które są partnerami regat i fundatorami nagród rzeczowych.
Dziękuję firmie Microsoft, Akademii Leona Koźmińskiego i firmie Timex.
Bez nich nie udało by się zapiąć wszystkiego na ostatni guzik i nie byłoby tak wspaniałych nagród.
Nagrody
W klasyfikacji głównej nagrodami będą smartfony Lumia z premierowej linii smartfonów Microsoftu. Telefony dostaną 3 najlepsze załogi. Dodatkowo załoga, która najlepiej “wstrzeli się” w czas na starcie (prawidłowo przekroczy linię startu jako pierwsza) otrzyma nagrodę specjalną. Nagrodą “za wyczucie czasu” będą świetne zegarki Timex Yacht Racer. Sam żałuję że nie startuję, bo sikor naprawdę zacny! 😉
Poza tym Timex funduje jeszcze kilka nagród o których dowiecie się nieco później. (Ale zabawa będzie na pewno przednia!).
Wyjazd na Mazury to nie tylko relaks pod żaglami. To też okazja do zetknięcia się z historią tych terenów. Historią dramatyczną, czasem tajeminiczą. Porzucone siedliska, zarastające cmentarze, relikty linii kolejowych, wiaduktów, śluz i fortyfikacji. Ślady po ludziach, którzy stąd odeszli. Cumując gdzieś nad jeziorem, znajdźmy czas na wycieczkę po okolicy!
Zajmuję się amatorsko fortyfikacjami, będąc na Mazurach oglądam sobie to i owo. Spróbuję podać Wam kilka ciekawych informacji, może ktoś dowie się czegoś nowego i w wakacje skorzysta.
Ponieważ mazurskie umocnienia leżą na uboczu moich zainteresowań, wesprę się kilkoma stronami internetowymi i książkami.
Wstęp. Kilka zdań po łebkach o historii
Najstarsze fortyfikacje na Mazurach to obronne grodziska i wały obronne, a nastepnie strażnice i krzyżackie zamki, budowane od XIII wieku – Pisz, Okartowo, Ryn, Giżycko, Węgorzewo. Wprowadzenie broni palnej wymusiło zastapienie ich nowoczesniejszymi formami – w 1538 rozpoczęto budowę twierdzy w Piszu, potem był Czarci Ostrów, twierdza Boyen w Giżycku i tysiące innych obiektów. W XX wieku Niemcy fortyfikowali mosty kolejowe, budowali kolejne linie obrony – Pozycję Jezior Mazurskich, Szczycieńską Pozycję Leśną, Giżycką Pozycję Polową, Trójkąt Lidzbarski, Rejon Umocniony Giżycko, Pozycję Graniczną, Linię Pisy, a do tego szereg kwater dowodzenia. Większość z nich została zniszczona lub popadła w ruinę. Zajmijmy się najciekawszymi, leżącymi przy żeglarskim szlaku.
Muszę też dodać:
– nie jestem fachowcem od mazurskich umocnień, możliwe są drobne pomyłki,
– nie wszędzie byłem, część miejsc opisuję z literatury,
– część zwiedzałem dawno, mogło się coś zmienić,
– temat jest bardzo obszerny, musiałem upraszczać,
– piszę z punktu widzenia turysty-żeglarza, tylko o najbliżej położonych obiektach,
– praktycznie pominę najbardziej znane, np. Boyen, Mamerki i Kanał Mazurski,
– NO I NIE ZRÓBCIE SOBIE KRZYWDY. Miejcie latarki (i zapasową), patrzcie pod nogi i do góry.
Narew – Pisa: Nowogród
Naszą wycieczkę zaczniemy nie na Mazurach, a na prowadzącym do nich szlaku wodnym. Pisa była w latach 1939-41 granicą między Rzeszą a ZSRR. Oba reżimy budowały nad rzeką swoje fortyfikacje. A wcześniej nad Narwia broniła się Samodzielna Grupa Operacyjna „Narew”. W ten sposób w okolicy Nowogrodu mamy okazję obejrzeć w jednym miejscy fortyfikacje trzech państw. Dla wodniaka najbliżej jest do schronu na prawym brzegu Narwi, przed mostem. Obok spokoje miejsce do zacumowania.
To tak zwany bunkier do ognia bocznego (tradytor). Od strony rzeki ściana była ślepa, najgrubsza i wzmocniona nasypem. Główną uzbrojeniem były ciężkie karabiny maszynowe do ognia bocznego, strzelające płasko wzdłuż tafli Narwi. Obronę okrężną zapewniał ckm-em w kopule pancernej. We wrześniu 1939 roku zadał duże straty Niemcom, nacierającym przez pobliską wyspę. Mało znana bitwa o Nowogród to przykład dzielnej, trzydniowej walki w oparciu o fortyfikacje – moim zdaniem przewyższającej bardziej znane walki o Wiznę, Węgierską Górkę czy Mławę.
Jeże
Przenosimy się na północ, na dawną granicę polsko-niemiecką. Niemcy ufortyfikowali się wzdłuż Pisy, nazwanej przez nich Galindą. W okolicy Jeży ciekawych miejsc jest szczególnie dużo i leżą bliżej szlaku wodnego.
Granica biegła rzeką Wincenta i potem na południe Pisą. Na rzece było kilka brodów, mostów, w tym planowano kolejowy do wąskotorówki, biegnącej wzdłuż granicy. Warto zwiedzić chociaż dwa schrony:
– zacumować przy moście w Jeżach i pójść z 200 metrów na zachód, do lasu. Przy drodze mieści się piękny, duży schron bierny dla armaty przeciwpancernej typu 504. W pobliżu pozostałości wsi Wolisko i cmentarz.
– gdy zobaczymy na plaży na prawym brzegu betonową przeszkodę przeciwpancerną, zatrzymujemy się na lewym i idziemy starym nasypem do lasu. Ciekawy, niewielki schron bojowy typu 112b z unikalną ciężką kopułą 35P8 na 2 ckm.
Pisz
Po zamku i późniejszej twierdzy bastionowej w Piszu nic się praktycznie nie zachowało. Zamek znajdował się pomiędzy ulicą Kopernika a Pisą. Najtrwalszymi pamiątkami są bunkry z drugiej wojny, w tym największy na Mazurach schron bojowy 107a w Maldaninie – samochodem minutę od trasy na Giżycko.
Czarci Ostrów
Na wyspie znajdowało się pruskie grodzisko – najwyższy punkt na zachodnim brzegu. W 1784 r. zbudowano niewielki ufortyfikowany magazyn „Fort Lyck”. Przy okazji miał on strzec szlaku żeglownego. Na cyplach usypano 6 szańców połączonych palisadą, dwa wschodnie okalają obecną plażyczkę. Na północnym końcu wyspy znalazł się szaniec artyleryjski, prochownia i laboratorium prochowe. Południowy kraniec zamieniono w port z dwoma pomostami i bramą. Wewnątrz fortu urządzono koszary dla żołnierzy i oficerów, dwie studnie, magazyny, toalety, kuchnię i ogródek warzywny. Fort szybko stracił swoje militarne znaczenie,budynki rozebrano i wykorzystano w twierdzy Boyen. Jeszcze w 1831 roku utrzymywano szkieletową załogę („podoficer i trzech inwalidów”).
Latem, w gęstej roślinności, trudno ocenić stan resztek fortu. Ale on istnieje, poza okolicą portu. Tak „Fort Lyck” wygląda z satelity – Geportal, warstwa ISOK. Plan – Cezary Markiel.
Skręcamy na północ i kierujemy się na
Okartowo
Zachodni brzeg jeziora Tyrkło to okazja do spaceru po pięknym lesie. Są w nim okopy z końca wojny. Wzmacniano je niewielkimi prefabrykatami z betonu, tak zwanymi „bunkrami Kocha” – od Ericha Kocha, gauleitera Prus Wschodnich. Służyły one zarówno jako magazyny amunicyjne, jak i stanowiska strzeleckie.
W samym Okartowie, 100 metrów od plaży, straszą szczątki bunkra do ognia na wprost, typu B1-1, z okresu II wojny światowej. Zbudowano ich tutaj 4, w ramach budowy Giżyckiego Rejonu Umocnionego. Wspomniany bunkier osadzono w wale starszego ziemnego dzieła piechoty Giżyckiej Pozycji Polowej z 1915 roku. Obiekty betonowe wysadzono, ale miejsce i tak jest warte zwiedzenia.
Więcej – na planie, szkoda “tuszu” na opisywanie.
Jest to przykład dość typowego Stutzpunktu – niemieckiego punktu oporu, jakich dużo wokół Wielkich Jezior. Rozrzucono je od Okartowa na północ, zachodnimi brzegami Tyrkła, Buwełna i Wojnowa (jest tu ich łącznie 14), potem linia przez Kruklanki dochodzi do Ogonek. Podobna, krótsza rubież obrony otaczała pojezierze od zachodu, od Rynu pod jezioro Dobskie.
Tyrkło
Na zachodnim brzegu jeziora mamy stare grodzisko o stromych zboczach. W czasie ostatniej wojny oparto o wzgórze linie okopów, a w pobliżu zbudowano bunkier B1-2a. Próbowano go wysadzić, ale i tak nieźle się zachował.
Nad Tyrkłem sa jeszcze 3 punkty oporu podobne do tego w Okartowie. Są one równie rozbite, ale gorzej dostępne. Jeżeli jednak wiatry zawiodą nas w północny róg jeziora, możemy przejśc się do najlepiej zachowanego na Mazurach Stutzpunktu nr 5 (2 wielkie schrony bierne piechoty, schron pogotowia, wartownia). Tylko nie pomylmy go z położonym bardziej na południe St. nr 4, który jest wysadzony w powietrze.
Zwracamy się na południe i płyniemy na Bełdany. Przed nami
Ruciane-Nida
Znamy i lubimy to spokojne miasteczko, otoczone wodami i lasami. A na brzegach jezior, a w borach – fortyfikacji prawie tyle, co śmieci…
W okolicy miejscowości mamy 3 rodzaje umocnień: pierwszowojenne blokhauzy obrony mostów i różne dzieła piechoty z betonowymi schronami, oraz później wybudowane bunkry wzmacniające pozycję, strzegącą przesmyku między jeziorami.
Postaram się wszystko upchać na mapce i opisać najciekawsze.
Trzy blokhauzy, zwane potocznie wieżami, broniły mostów – dwa są w Rucianem przy moście drogowym i kolejowym, trzeci koło śluzy Guzianka. Jest on godny polecenia, gdyż został ładnie przystosowany do turystyki. Miały stanowiska ckm, broni ręcznej i ściany o grubości 1,5 metra.
Wykonano też 7 niewielkich umocnień o niskich wałach ziemnych, z pojedynczymi betonowymi schronami. W zależności od funkcji, były to dzieła piechoty, bateria wieżyczek przewoźnych i stanowisko ckm. W czasie międzywojennej modernizacji słabe schrony wysadzono, a w ich miejsce postawiono mocniejsze.
Pora na rozrywkowe
Mikołajki
Jest tu kilka ciekawych bunkrowych miejsc. W dodatku większość z nich można zobaczyć, zaspokajając podstawowe potrzeby żeglarza.
Kto z Was wie, że dwa budynki tuż przy kładce na zachodnim brzegu jeziora są dawnymi wieżami obrony mostów? Mają po dwa piętra plus jedną kondygnację pod ziemią Teraz wydają smażone ryby i gofry, a pierwotnie miały pluć ogniem… Stary most był szerszy i zamykany kratami fortecznymi na wschodnim brzegu zainstalowano dwa balkoniki dla strażników, a w przyczółku ukryto schron bierny…
Dwie kolejne wartownie bronią zachodniego końca mostu kolejowego. Są mniejsze, jednokondygnacyjne. Na wschodnim brzegu niewielkie stanowisko posterunku i mały schron bierny.
Po I wojnie światowej Traktat Wersalski zabronił fortyfikować Prusy Wschodnie. Niemcy próbowali obejść ten zakaz, a międzynarodowe komisje szukały nowych bunkrów i nakazywały ich rozbiórkę. Ale część z nich była zamaskowana i uchowała się do dzisiaj. Właśnie ostatni mikołajski schron, jednoizbowe stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego, udawał przybudówkę do stojącego obok domu. W dodatku betonowe ściany obmurowano cegłami. Został częściowo rozebrany podczas budowy restauracji „Sielawa”, a pozostałość zaaranżowano w ekspozycję, którą można oglądać czekając na fryty.
To w zasadzie wszystko. Chętni mogą sobie pospacerować za Największy Hotel, tam, na polu między jeziorem a torem samochodowym są marne resztki baterii 6 dzial 100 mm Olszowy Róg.
Mijamy kanały (na razie) i pchamy się w górę przez
Tałty
O północną jeziora jeziora oparto zarówno fortyfikacje pierwszo-, jak i drugowojenne. Żeby je poznać, pokręcimy się koło miłej zatoki Rominek. Nad jej brzegiem mamy trzy duże schrony bierne (2 koszarowe – Infanterieraum, 1 pogotowia) Giżyckiej Pozycji Polowej z 1915 r. Kolejne dwa podobne punkty oporu znaleźlibyśmy poza mapą, przechodząc za szosę na północ (bliższy jest oddalony o kilometr, w lesie pomiędzy leśnym jeziorkiem i Rynem-Kolonią).
Bardziej na zachód, koło Wejdyk, podczas następnej wojny pobudowano kolejne schrony, okopy i rów przeciwpancerny. Co ciekawe, strzegły kierunku zachodniego, broniąc wnętrza Giżyckiego Rejonu Umocnionego. Wszystkie bunkry są wysadzone, warto jednak wybrać się do obiektu 112b i obejrzeć kopułę 20P7. Póki istnieje.. Obecnie jakieś 18 800 zł, przyjmując cenę złomu 0,8 zł/kg. To ile ona ważyła? 😛
Kanały
Zbudowane w drugiej połowie XVIII wieku kanały połączyły mazurskie akweny południowy i północny. Jednocześnie stały się przeszkodą, wykorzystaną podczas budowy Pozycji Jezior Mazurskich przed Wielką Wojną. Równocześnie z wcześniej opisanymi węzłami obrony Ruciane i Mikołajki, wybudowano szereg punktów oporu, strzegących przepraw przez kanały. Możemy je zgrupować w trzy węzły obrony – Zielony Gaj, Szymonka i Kula. Podobnie jak w Rucianem-Nidzie, w ich skład wchodziły niewielkie dzieła ziemne ze schronami dla załogi, pozycjami artyleryjskimi, zasiekami. Betonowe bunkry wysadzono, formy ziemne są dobrze widoczne. Podczas ostatniej wojny pozycję wzmocniono okopami i bunkrami Kocha.
Wrzuciłem na mapę najważniejsze obiekty. Dzieła piechoty, zwane też redutami lub lunetami, składały się z pozycji strzeleckiej na niskim wale oraz schronu biernego na zapleczu.
Dalej na północ jest jezioro Jagodne. Wzdłuż całego północno-zachodniego brzegu ciągnie się rów przeciwczołgowy – wystarczy odejść 200 metrów do jednego kilometra od brzegu. Rów biegnie zresztą od Tałt, okrąża Mrówki i skręca potem na wschód i na północ od kanałów, a potem wzdłuż Bocznego i Niegocina aż do Wilkasów.
A na przesmyku, nad kanałem Kula, rozsiadła się kolejna pozycja umocniona z przełomu XIX i XX wieku. W jej skład wchodziła bateria artyleryjska na brzegu jeziora, ze stanowiskami dla 12 dział 100 mm. W centrum był schron pogotowia – obecnie dziura w ziemi. Zaplecze baterii zajmuje cmentarz ewangelicki z początku XX wieku i mała mogiła zbiorowa z 1945 roku. A z kolei cmentarz wyrósł na starym nieobwałowanym grodzisku, obecnie praktycznie niewidocznym.
Poza tym mamy tutaj kolejne dzieło piechoty z wysadzonym schronem pogotowia.
Na tyłach pozycji dobudowano mały schron bierny – ukrycie dla jednej drużyny. Obecnie niezły śmietnik.
Fortyfikacje otaczano zasiekami, na drogach zakładano zapory, a na przedpolach miny. Na Kuli tradycja minowania lasów jest szczególnie dotkliwie widoczna.
Giżycko
Giżycko, Giżycko… co my tam mamy? A, między jeziorami rozsiadła się twierdza Boyen.
Nie będzie jej tutaj.
Raz, że jest powszechnie znana, dwa, że to dużo nudnych opisów, a trzy, że lepiej poszukać jakiejś fachowej strony. Zwiedzając twierdze musicie pamiętać, że z powodów rozległości są one trudne do poznania. Dobrze najpierw poczytać, postudiować plany – by poznać ją „w ogóle” – jej rolę, położenie, funkcję poszczególnych obiektów – a potem pozwiedzać, oglądając wybrane elementy fortyfikacyjne. Na przykład zespół bramny, z kaponierą i obserwacyjną wieżyczką pancerną.
Pamiętajcie, że twierdza Boyen to tylko centralny element tak zwanej Wyspy Giżyckiej – obszaru ograniczonego Kisajnem, Niegocinem, Tajtami, kanałami Niegocińskim i Łuczańskim. Okolica była nafaszerowana betonem i zryta okopami. Większość bunkrów wysadzono, a część jest niedostępna. A kilka obiektów giżyccy turyści mijają codziennie, nie zdając sobie sprawy z ich pierwotnej funkcji militarnej.
Słynny most obrotowy to element obrony kanałów. Znajdujący się bliżej końca kanału bar przy moście kolejowym urządzono w redicie (ceglany schron ze strzelnicami) szańca kolejowego z 1868 roku. Zachowane są wały, a w redicie można zjeść małe co nieco. Przytomni właściciele obudowali zabytkowy front (w zasadzie to jest zaplecze redity) szklaną dobudówką i ochrzcili całość „Grotą”. Mam nadzieję, że w górach jest jakaś knajpa w jaskini i nazywa się „Redita”, albo chociaż „Szaniec Piwny”.
Podobny szaniec obrony kolei wybudowano na zachodnim brzegu kanału Niegocińskiego. W latach dwudziestych murowaną reditę zburzono, a jej miejsce postawiono schron bierny dla dwóch drużyn. Istnieje do dzisiaj, razem z częścią wałów.
Co jeszcze? W sumie nie wiem, jakoś w Giżycku nigdy nie miałem czasu na zwiedzanie fortyfikacji…
No, może jeszcze schrony w okolicy jeziora Popówka Wielka – na północnym brzegu jest przystań, a za nią, w lasku na zachód od cmentarza, schron amunicyjny, schron artyleryjski i umocnienia piechoty.
I podwójny schron artyleryjski na południe od tego jeziorka. Wysadzony.
A przy okazji – próbował ktoś wpłynąć kanałem na Popówkę?
Na terenie COS-u są 4 schrony, cytuję:
2 przy kortach tenisowych (artylerzystów i amunicyjny)
1 na wzgórzu za budynkiem hotelowym (obs. artylerii)
1 powyżej schronów przy kortach, niedaleko od zjazdu z obwodnicy do Almaturu (obs. artylerii)
Chyba wystarczy…
Jezioro Dobskie
to przede wszystkim grodziska, rozrzucone po wyspach. Zwolennicy czasów nowożytnych mogą obejrzeć podstawę pod niemiecki radar przeciwlotniczy Wurzburg-Riese i ukrycie obsługi na północ od Doby.
Leśni szperacze niech spróbują wyszukać kolejny pierwszowojenny Stutzpunkt – najbardziej wysunięty na zachodnim odcinku obrony. W jego skład wchodzą 3 schrony (więc zapewne dwa wielkie schrony piechoty i mniejszy pogotowia). Na mapie zaznaczyłem prawdopodobną lokalizację i dojście od południowego cumowiska w Kącie Rajcocha. Nie wiem, w jakim są stanie – chętnie przeczytam czyjąś relację z tego miejsca.
No dobrze, to teraz dalej na północ. Przechodzimy przez dziwnie nieufortyfikowany przesmyk na Kirsajtach i płyniemy do Mamerek. Ale przez szacunek do szanownych Czytelników nie będę o nich pisał. O Kanale Mazurskim – też nie.
Dla porządku tylko dodam, że na terenie Prus Wschodnich rozlokowano:
– Szeroki Bór nad Jeziorem Jegocin – kwatera marszałka Goringa i lotniczy ośrodek badawczy. Obecnie teren wojskowy, dostępny jeden spory schron bierny. Raczej poza zasięgiem ekipy z jachtu.
– Wilczy Szaniec – i wszystko jasne,
– Dwa bunkry w lesie koło wsi Radzieje – zbudowane dla szefa Kancelarii Rzeszy Lammersa, dostępne dla zwiedzających, ale to z 6 kilometrów od jeziora Łabap,
– Mamerki – czyli kwatera niemieckiego dowództwa wojsk lądowych,
– Pozezdrze, czyli kwatera dowódcy SS i policji Himmlera – schrony uszkodzone, ale da się zwiedzić,
– Niewielka kwatera dowództwa wojsk lotniczych koło Gołdapii
Poza tym różne jednostki dowódcze korzystały innych lokacji, między innymi z pałacu w Sztynorcie, koszar w Węgorzewie, Mikołajek i Twierzy Boyen.
Nim dotrzemy do północnego końca szlaku, proponuję jeszcze zahaczyć o
Ogonki
W lasach na południe znajdują się dwa najbliższe, kolejne punkty oporu Giżyckiej Pozycji Polowej. Schrony wielkie, ale wysadzone.
W samej miejscowości są trzy drugowojenne schrony bojowe B1-1, wysadzone. Ten przy moście dostępny, pozostałe raczej kłopotliwe do odnalezienia.
A może ktoś zechce przejść się pięknym i tajemniczym szlakiem starej kolei do Pozezdrza (5 km), do kwatery Himmlera? Po drodze bunkry, piękny las i stare mosty.
A nad Stręglem, na wschód od Sapiny i koło Kruklanek Niemcy nabudowali jeszcze dużo, dużo fortyfikacji.
Zostało jeszcze
Węgorzewo
W mieście nie ma typowych schronów bojowych. Na terenie koszar we wschodniej części Węgorzewa znajdują się schrony przeciwlotnicze. Sześć sztuk, w tym dwa w formie efektownych betonowych wież. Pozostałe, niższe, maskowano jako zwykłe budynki. Większość schronów znajduje się na terenie wojskowym. Szczęśliwie dla nas, dwa (w tym jedna wieża) jest dostępna. Drugi schron trudno rozpoznać, bo przylega do niego zwyczajny budynek, dodatkowo go maskując.
Druga wieża wystaje spomiędzy niższych koszarowców i widać ją z daleka. Taka forma schronu (mała powierzchnia podstawy) miała ograniczyć szansę trafienia bombą. W środku wieży było 5 kondygnacji, każda przeznaczona dla 200 osób. Grubość ścian 1,5 metra,a stropu – 2 metry. Wysokość – 20 metrów.
———–
Rafał Bujko
/ von Reuffen
tekst pierwotnie opublikowany na Sailforum, do którego czytania serdecznie Was zachęcamy!